04.09.2016

228. Summertime sadness in a white dress - Kazimierz Dolny


PL: Kazimierz Dolny to urokliwe miasteczko nad Wisłą położone na Lubelszczyżnie, około 1,5h drogi od Warszawy. Wiele o nim słyszałam od znajomych, którzy polecali jako opcję na weekend, ale aż do tego lata nie miałam okazji go zwiedzić.  Pewnej sierpniowej soboty razem z lubym postanowiliśmy urządzić spontaniczny wyjazd. Pogoda dopisała, aż zanadto, bo przyciągnęła tłumy turystów - ciężko było znaleźć miejsce parkingowe, stolik w restaurcacji, lub dobry kadr bez przypadkowych przechodniów. Wracam tam na pewno jesienią, Korzeniowy Dół musi wyglądać niesamowicie w żółciach i pomarańczach!

ENG: Kazimierz Dolny is a beautiful town located in eastern Poland. It takes 1,5h by car to get there from Warsaw, so I took a one-day trip with my boyfriend some August Saturday. The place was extremely crowded, as the wheather was magnificent. We got off-track into the woods shorltly after arrival. Near to Kazimierz there is a magical place called Korzeniowy Doł, where you can walk next to the tree roots. I'll surely get back here in Autumn once the leafs get orange and yellow (and there will be less tourists). 
biotechnology
Kazimierski rynek pełen turystów:
Szybko ewakułowaliśmy się w stronę góry z zamkiem i basztą. Pech chciał, że akurat tego dnia na zamku miał odbyć się koncert muzyki jazzowej i w związku z przygotowaniami był on zamknięty. Pozostał za to widok z góry:
...oraz grajek spod zamku, który sprawiał, że czułam się jakbym była w świecie rodem z Wiedźmina.
Jak najszybciej chcieliśmy się wyrwać z zatłoczonego centrum, więc wybraliśmy się na krótki trekking wokół miasta, który dostarczał takich oto widoków:

02.09.2016

227. Weekend in the woods (dużo małych słodkich kotków)

*Mój strój na grzyby w motywie boho-romantic oraz irracjonalne różowe najki, które do niczego nie pasują (jak 90% moich butów, ale walczę z tym!). No coż, przynajmniej są super-wygodne, idealne na grzyby i na siłownię :-)

PL: Dziś dużo zdjęć. Długi weekend sierpniowy spędziłam u rodziny na działce na Kaszubach. Motywem przewodnim były małe słodkie kotki, które zostały na dzień przed moim przybyciem przeniesione na nasz taras przez ich troskliwą kocią mamę.

Zasadniczo spędziłam trzy doby gapiąc się na koty, z małymi przerwami na podziwianie innych zwierząt - owadów i konia(!) biegającego po ogrodzie, oraz  na chodzenie po lesie w poszukiwaniu grzybów i jagód. Pośród innych atrakcji było też ognisko, letnie podziwianie spadających gwiazd, oraz wspólna biesiada przy torcie imieninowym mojej siostry. Uwielbiam takie klimaty i dawno tak nie wypoczęłam!

ENG: Mid-august weekend was for me a time for chill and relax in the woods in beautiful Polish region Kaszuby. I spent some time with my family, mostly on watching newly-born little cats, who were playing and living on my terrace, mushroom picking, sky-watching and celebrating my sister's nameday with an awesome cake.

biotechnology
Małe słodkie kotki:



Mały słodki kotek i jego prawdziwa natura: 


Mój pierwszy znaleziony prawdziwek oraz ćma gigant wielkości co najmniej mojego małego palca (a palce mam długie..):


Ogrodowa fauna i flora:

23.07.2016

226. Beskidy (Gandalf's style)

Song of the day: Nantes - Beirut

When it's been a long time, long time now since I've seen you smile

Drugi weekend lipca zmusił mnie do ucieczki ze stolicy na południe Polski. W Warszawie odbywał się szczyt NATO, a ponieważ wynajmuję mieszkanie w śródmieściu, miałam do wyboru albo zostać w mieszkaniu i przez 48h nie wychylać nosa, albo wyjechać z miasta. Po tym jak odwiedził mnie dzielnicowy i spytał czy mam broń (zrozumiałe), osobę niepełnosprawną (???), albo ładunki wybuchowe (oczywiście, gdybym była terrorystą na pewno powiedziałabym mu, że jasne!) zdecydowałam się jednak wyjechać. 

Zatrzymałam się najpierw na dwie noce w Bielsko-Białej (przydatne wskazówki co tam zobaczyć u Styledigger), a następnie dołączyłam do mojej rodziny niedaleko Żywca. Górski klimat i widoki były niesamowite! 

biotechnology


wearing: shirt - mango, jacket - pull&bear, jeans - tally weijl, shoes - toms




Zdania są podzielne: przypominam bardziej Włóczykija czy Gandalfa? :-) 


P.S. Badyl podróżny znaleziony przy drodze w stanie obecnym. Przy produkcji zdjęcia nie ucierpiały żadne rośliny ani zwierzęta.


photos: biotechnology / family

26.06.2016

225. last year this time... postcards from Basel


Skacząc nad Interlaken :-) / Jumping over Interlaken

ENG: I decided to revie the blog and add some outstanding posts, with photos which are over one year old. In June 2015 I spent 6 weeks in Basel, where I was taking part in transition process, as part of my new job. The country is extremely beautiful, just have a look at those pics! 

PL: Tuż po powrocie ze Szkocji w zeszłym roku wpadłam w wir egzaminów i przez dwa tygodnie maksymalnie skupiałam się na nauce i zaliczeniach. Zaraz po tym podjęłam nową pracę, z którą wiązał się wyjazd do Szwajcarii na 6 tygodni w celu nauki i przejęcia procesów (tzw. transition). Spędziłam więc półtora miesiąca (z weekendową przerwą) mieszkając w aparthotelu, w tygodniu pracując, w weekendy podróżując.

Szwajcaria to piękny kraj, ale ze względu na bardzo wysokie koszty życia i podróżowania po niej, myślę że dobrym pomyslem jest odwiedzenie tego kraju po drodze jadąc do Francji, Włoch, czy  będąc w Niemczech. 

Na czas mojego pobytu przypadło (podobno) lato stulecia. Mój pokój miał okno wychodzące na południe i nie był klimatyzowany, toteż najczęściej prosto z pracy wychodziłam na długie spacery po okolicy i wracałam dopiero pod wieczór, kiedy temperatura była bardziej znośna. W weekendy razem ze znajomymi z pracy organizowaliśmy weekendowe wycieczki po okolicy, m.in do Brna, Strasbourga, Neuchatel, Interlaken, Luzern i Europapark'u w niemieckim Rust (trzeci pod względem popularności największy park rozrywki w Europie, jeśli wierzyć Wikipedii).

Na pierwszy rzut kurort Lucerna (Luzern), malowniczo polożony nad Jeziorem Czterech Kantonów:






Następny weekend to ekstremalna integracja w pracy - 21 km trekinngu po Alpach! Zapowiadało się niepozornie, a szef zapewniał że "wejdziemy w dwie godzinki, zrobimy zdjęcia, i zejdziemy". Zeszliśmy po 10 godzinach... Czułam tą integrację kolejne 10 dni w zakwasach, ale warto było dla tego widoku: 




..no i dla zapewne rekordu życiowego w trekingu ;-).  Co do widoku - Interlaken, jak sama nazwa wskazuje, miesci sie pomiedzy dwoma jeziorami krasowymi, w których woda na prawdę jest taka turkusowa jak na zdjęciach. Widok jest niesamowity, to miejsce zdecydowanie wywarło na mnie największe wrażenie podczas całego pobytu.

Widoki ze szczytu i w miasteczku:

11.06.2016

224. This time last year... throwback to Scotland

W zeszły czwartek napisałam najprawdopodobniej ostatni egzamin w moim życiu. Z tej okazji po raz pierwszy od nie-pamiętam-kiedy mam czas się ponudzić. Almost forgot the feeling.

Z nudy zaczęłam przeglądać zawartość tego bloga i doszłam do wniosku, że bardzo miło jest mieć udokumentowany fotograficznie wycinek swojego życia. W związku z tym, że ostatni post jest sprzed ponad roku, zdecydowałam się nadrobić zaległości.

Całkiem spore zaległości. Może się odgrzebię. Kiedyś.

Ale do tematu.

W czerwcu 2015 byłam na czterodniowej wycieczce w Szkocji. Przelot Wizzair'em z Gdańska do Glasgow w sobotę wieczorem, powrót we wtorek po poludniu. Na miejscu poruszaliśmy się wynajętym autem w kierunku zachodniego wybrzeża Szkocji.

Zaczęło się od wizyty w warzelni whisky Glengoyne. W ramach ciekawostki, whisky ze zdjęcia w lewym górnym roku ma 35 lat i kosztuje 2850 GBP (ok. 15 500 PLN). 

Miejscowość, w której się zatrzymaliśmy była najwyraźniej zamieszkiwana przez gangi króliczych rodzin. Króliki były dosłownie wszędzie, w masowych ilościach. Niestety, ich ulubioną częścią dnia był zmrok, co uniemożliwiało zrobienie im dobrego zdjęcia w akcji (namiastka poniżej).

Naszym podstawowym środkiem transportu było wypożyczone po przylocie do Glasgow auto. Oczywistym było już od pierwszej godziny jazdy, że był to pomysł z rodzaju tych okropnie, okropnie nietrafionych. Zostałam wytypowana na miejsce przedniego pasażera ze względu na "moje silne nerwy", ale i tak co najmniej trzy razy niemal zeszłam na zawał, kiedy wjechaliśmy gdzieś pod prąd... Na szczęście problematyczne było głownie wyjechanie z miasta, w całej reszcie pięknej Szkocji drogi są mniej skomplikowane - jednopasmowe i bez skrzyżowań (choć bardzo wąskie!). Grunt to zapamiętać złotą zasadę: zawsze trzymaj się lewego krawężnika.

Stres wynagradzały takie widoki po drodze: