24.11.2011

162. sztyblet love










Today wearing: red cape - small butique somewhere, cap & gloves - cubus, flat shoes - bata, bag - reserved, dress - h&m, necklace - mohito.

Song of the day: Never let me go - Florence & the Machine

'A thousand miles down to the sea bed
Found the place to rest my head'

Dziś nieco archiwalnie - zdjęcie sprzed dwóch tygodni, wykonane na zamku w Kórniku koło Poznania (cóż za przepiękne miejsce!) pt. ja i moja wielka peleryna a la czerwony kapturek. Jak już wspominałam, moja kolekcja płaszczy nie jest specjalnie porywająca (poza tym, tę samą pelerynę widzieliście już TUTAJ), ale w tym stroju i tak najważniejsze są sztyblety (od dziś moje nowe ulubione słowo, cóż za wspaniała formacja głosek!). Do tej pory zawsze kojarzyły mi się ze stylem babcinym, ewentualnie stylem kobiety pracującej w urzędzie, jednak jak widać znów potwierdza się zasada, że moda to sztuka zamieniania 'jak ktokolwiek może w tym chodzić?' na 'umrę, jeśli tego nie będę mieć!'. Oczywiście, sztyblety są super przede wszystkim dlatego, że są wygodne.
Na zdjęciu poniżej uzupełnienie stroju powyższego (czyli coś w rodzaju 'co też się kryje pod peleryną?')- moja ulubiona dzienna czarna sukienka (no, w każdym razie jej kawałek, ale spokojnie, pewnie zagości tu jeszcze nie raz) plus trójkolowrowy złoto-srebrno-czarny naszyjnik.
Z rewelacji na dziś - coś mi nie wyszło dobieranie farby w rossmanie i zamiast poczciwie rudych, mam teraz czerwone włosy. Niespodzianka! Zdjęcia mojej nietypowej fryzury dodam prawdopodobnie po weekendzie, bo teraz muszę się pakować.
Do usłyszenia za jakiś czas!
biotechnology

21.11.2011

161. the art of super-fast photo shooting




Today wearing: green midi skirt - charity shop in camden town, star blouse - zara, floral bag - river island, belt - new look, pointy flats - dorothy perkhins.


Song of the day: Kim & Jessie - M83

'kids outside worlds
they are crazy about romance and illusion'

Witajcie witajcie, dziś z najnowszych trendów prezentuję gwiazdki (które może i kłócą się z kwiecistym wzorem z torby, ale who cares?), z nie-najnowszych zieloną spódnicę midi, którą absolutnie uwielbiam. Poza tym, to już ostatnia szansa na ponoszenie czegoś innego niż kozaki, więc staram się ją maksymalnie wykorzystać. 
Swoją drogą, właśnie zaczął się sezon na 'pięciominutowe sesje z bezpośrednim zagrożeniem dla zdrowia'. Już wam piszę, jak taka sesja wygląda. Otóż obiekt fotografowania (czyli ja) czai się na klatce i czeka, aż fotograf ustawi na dworze wszystkie niezbędne techniczne ustawienia. Następnie na znak fotografa obiekt wyskakuje przez drzwi bez zupełnie żadnego okrycia wierzchniego (typu bluza czy płaszcz), wzbudzając zdziwnie sąsiada, który właśnie wynosi śmieci otulony swoją ortalionową kurtką, oraz niewybredne komentarze od panów pracujących na rusztowaniu budynku naprzeciwko. Obiekt fotografowania szybko ustawia się, robi swoją wyjściową minę, po 15 sekundach odwraca się, następnie szczękając zębami wydusi z siebie ostatkiem sił 'weź sfoć jeszcze dodatki, o, tu!', po czym dygocząc biegnie spowrotem na klatkę i do domu. Cały proces kończy się spożyciem gorącej herbatki z cytryną i łyknięciem kilku witamin ce i innych tam fervexów.
I oto pytanie do części szafiarskiej społeczności czytającej mojego bloga: jak u licha radzicie sobie z robieniem zdjęć w porze jesienno zimowej? Ciemno, zimno, szaro buro. Teraz jeszcze nie jest tak źle, jednak coraz bliżej święta i założe się że w tym roku zima nas nie zawiedzie w kwestii arktycznych temperatur. A szczerze mówiąc zasłużyłam chyba , by dostać w tym roku coś lepszego pod choinkę niż zapalenie płuc.
Dodawanie postów tylko w okryciach wierzchnich to żadne wyjście. Moja płaszcze mogliście obejrzeć dokładnie w zeszłym roku i jestem prawie pewna, że w tym roku w sprawie płaszczy nic się zmieni (studencki budżet, heh). I chociaż absolutnie uwielbiam moje wszelakie kurtki, zdecydowanie bardziej interesujące są stroje, które pod nimi się znajdują.
Łudziłam się, że problem światła, a raczej jego braku, zostanie rozwiązany, gdy w końcu kupię sobie wielką i fajną chińską lampę błyskową na ebay'u za grosze. Nie przewidziałam jednak, że w związku ze zmianą lokacji nie mam w swoim maluteńkim pokoiku miejsca, by robić jakieś godne szafiarskie zdjęcia. Także póki co przygotujcie się na spektakularne zdjęcia w pięć minut.

A na koniec dodam, że rozpatrzyłam pozytywnie wniosek o zwiększenie czcionki - doskonale rozumiem - starość nie radość, w końcu oczy już nie te. Serdecznie pozdrawiam wnioskodawczynę.

biotechnology

17.11.2011

160. zakupy z dreszczykiem (versace for h&m)

Song of the day: Say you don't want it - One Night Only

'It's our world, the picture-book girls
Say you don't want it, say you don't want it'


Niektórzy ludzie dla rozrywki idą na dancing, niektórzy lubią oglądać 22 mężczyzna ganiających za piłką na dużym trawniku, a niektórzy wstają o świcie i od 6.20 czekają na mrozie przez dwie godziny w długiej kolejce do sklepu tylko po to, by pooglądać przez kwadrans parę kolorowych szmatek. Zgadnijcie, do której kategorii należę.
I nie, też tego nie rozumiem.

Kolekcja Versace dla H&M nie jest jakoś specjalnie powalająca, nawet jeśli jest to 'the very best of' tej marki. W gruncie rzeczy ja i Versace leżymy na dwóch przeciwległych biegunach stylu. Nigdy nie przepadałam za takimi klimatami, zdecydowanie mi bliżej do północnego minimalizmu niż do południowego przepychu.

Mimo wszystko, skarbonka została rozbita, a ja (szalona) wstałam dziś co najmniej dwie godziny wcześniej niż przewiduje regulamin, za cenę dwóch nespresso w papierowym kubku z logo Versace for H&M, dwóch bardzo pysznych malinowych babeczek z kremem w kolorach przewodnich kolekcji, paru ekstra gratisów ze szpanerskim logiem (dorzucanych do zakupów przy kasie: notes, torba a la worek na w-f i próbka perfum) i możliwości wydania wszystkich swoich oszczędnosci na ciuchy z sieciówki.

Ale wróćmy do skarbonki. Znam ludzi, dla których spódnica za 230zł nie jest żadnym wydatkiem, znam i takich dla których jest to potrójny miesięczny budżet na ciuchy. Faktem jest, że w życiu nie zdecydowałam się na zakup tego, co kupiłam za takie pieniędze, jakie wydałam, gdyby nie była to limitowana kolekcja i gdyby nie cała ta 'spektakularna otoczka'.

Nie zrozumcie mnie źle, nie znaczy to wcale, że moje nowe nabytki mi się nie podobają, wręcz przeciwnie - uważam, że są świetne. Twierdze po prostu, że jako studentka i jako ja kupiłabym je najwyżej wtedy, gdyby kosztowały połowę ceny.
Drugą połowę płacę najwyraźniej za możliwość marźnięcia w kolejce przez dwie godziny i obserwowania dzikiego, napalonego na projekty Donatelli tłumu sącząc otrzymane dwa 'gratisowe' nespresso. Na pierwszy rzut oka za grosz w tym sensu.

Muszę przyznać jednak, że bardzo miło stało się w tym marznącym tłumie, z muzyką miksowaną na żywo w tle, rozmawiając z innymi fankami i fanami limitowanych kolekcji i oglądając wystrojone w nową kolekcje wysokie blond modelki, o których 'na zachodzie to na pewno pomyśleliby, że to bogate Rosjanki', jak pewna dama z kolejki to ujęła (zapewne ze względu na osobliwą stylistykę kolekcji, ogromną ilość dżetów na strojach i samoopalacza na twarzach modelek).  No i oczywiście te nieustępliwie powracające pytanie wszechobecne na ustach wszystkich ('Wykupią mi moją kieckę czy nie?') oraz prośby i nadzieję na lepszą przyszłość ('Och proszę, oby tylko nie wykupili tej kiecki!). Taak, całkiem lubię takie eventy.

Koniec końców okazało się, że marzłam zupełnie niepotrzebnie, gdyż na żywo bardziej spodobały mi się ubrania z kolekcji męskiej, do której dostęp nie wymagał opasek. Kolekcja ta była również tańsza, co dodatkowo mnie ucieszyło. Zupełnie niespodziewanym, lecz największym zakupowym 'łupem' okazał się dwutomowy album '100 contemporary fashion designers' wydawnictwa Taschen, który nie wiadomo dlaczego również znalazł się na sklepowych półkach w H&M.

Chyba jednak warto było wstać o świcie. Raz do roku można się poświęcić.
biotechnology




wearing: tshirt - versace for h&M (boy's)

06.11.2011

159. fallen leaves & patka smirnow eco bag






Today wearing: black sweatshirt - boyfriend's, floral shirt - cubus, grey high-waisted jeans - h&m, eco envelope bag - patka smirnow (from st. dominic's fair), black wedges - new look.


Song of the day: Paint your face - Slimmy



'I search a new place with some of my FriedhelmAnd I see you there! Do you really want to stay here?'


Jesienne drzewa kłaniają mi się w pas, rzucając mi pod nogi kasztany. Ja zbieram je i wkładam do kieszeni, bo lubię spędzać czas z kasztanami. - jak śpiewał uroczy polski zespół Biff (który nawiasem mówiąc nastraja mnie niesamowicie pozytywnie, za każdym razem gdy go słucham). Cóż, kasztanów u mnie dostatek, jak widać na zdjęciach. Szkoda tylko, że czasu nie ma, by je pozbierać... Ale dość o życiu zapracowanego studenta.
Mój jesienny strój zawiera w sobie męską, cieplutką, dużo za dużą bluzę (a do tego super wygodną), jeansy (mój buntowniczy duch pt. 'nosze tylko kiecki' zdecydowanie podupadł w konfrontacji z zimnem dnia codziennego) oraz wygodniejszą wersję obcasów, czyli czarne czółenka na koturnach. Pozwólcie, że szczególną uwagę zwrócę na moją eko ( a właściwie 'ekozoficzną', jak nazywa je projektantka) kopertówkę (niestety zdjecia ze zbliżeniem brak), którą kupiłam tego lata na jarmarku św. Dominika w Gdańsku i miałam umieścić tu już wieki temu. Jest na prawdę niesamowita, gdyż upleciona z wielu różnokolorowych kawałków folii. Zainteresowani tematem więcej informacji o wyrobach Patki Smirnow znajdą tutaj.
Niedługo po raz pierwszy odwiedzę Poznań i nie mogę się doczekać! Jakieś wskazówki, co warto tam odwiedzić?


biotechnology 

photo: dejw